ptt_tbg.jpgptt_zima.jpg

Droga Krzyżowa na Tarnicę 25.03.2016 r.

      Minął kolejny raz pielgrzymowania drogą krzyżową na Tarnicę. Wielu z nas tam wędrujący czują potrzebę, aby na ten jeden, wyjątkowy dzień zatrzymać się w wirze pracy, przygotowań do zbliżających się Świąt, wyruszyć w góry. Bo Bóg jest Bogiem Gór ( 1 Krl 20,28 ) i podarował je człowiekowi, by tam mógł przeżyć jedne z najwspanialszych chwil swojego życia. Wiele ważnych historii biblijnych przebiegało w górach. Począwszy od góry Synaj, Moria, poprzez góry, przez które Maryja szła do Elżbiety, Góry Kuszenia, Błogosławieństwa, Tabor, wreszcie Góra Oliwna i Golgota. Ale nie wszystko się kończy w tych wymienionych górach. Bo dzisiaj nadal istnieją, ludzie nadal chodzą, nadal je kochają i można tak powiedzieć, że nawet życie swe w górach zostawiają. 

Alpejskie reminescencje

Jakiś czas temu wędrowałem po słoweńskich Alpach Julijskich. Tradycyjnie do każdego z wyjazdów przygotowywałem się z topografii, flory , fauny no i oczywiście pogody. Historia nie była moją mocną stroną lecz oczywiście jakiś ogólny zarys o „dziejach” regionu miałem. Jakież było moje zdziwienie kiedy przemierzając alpejskie granie w niesamowitym upale, natknąłem się tam na relikty Wielkiej Wojny (I Wojny Światowej). Linie okopów, kawerny i inne elementy umocnień wojskowych wykute w skale a dookoła resztki uzbrojenia, odłamki i niewybuchy. W niektórych momentach miało się uczucie, jakby przed chwilą trwała tu walka, ostrzał artyleryjski i nie było to spowodowane upałami J.

Wrażenie niesamowite, bo oto spotyka się coś, co nie jest normalnym górskim doznaniem. Wchodząc na grań, na szczyt, doświadczamy poczucia wolności i pięknych widoków. I nagle taki kontrast. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym, nie „pozwiedzał” tych zabytków sztuki militarnej i zacząłem zadawać sobie pytanie: w jakich okolicznościach to powstało? Po pierwszą odpowiedź musiałem zejść w doliny i dalej do Muzeum w Kobaridzie (Słowenia). Tak zaczęło się moje zainteresowanie „podkładem historycznym” tego przepięknego pasma alpejskiego.

Po tym przydługim wstępie przejdę do rzeczy J. Poszukując w necie informacji o walkach górskich na froncie włoskim w okresie Wielkiej Wojny, natrafiałem głównie na materiały obcojęzyczne. W powiązaniu ze stosunkowo duża ilością zdjęć, znacznie wzbogaciły moją wiedzę i wyobrażenie o tamtym czasie (mimo ciężkich warunków, krwawych walk i braku cyfrowych aparatów liczba wykonanych i zachowanych zdjęć jest imponująca). Jednakże niewiele jest publikacji w języku polskim, które dotyczą tego regionu i Polaków tam walczących.

I tu miła niespodzianka. Kilka dni temu (dlaczego nie wcześniej? :-) „dr Google” wyświetlił mi informację o książce, którą każdy członek naszego Koła PTT i Oddziału Beskid im. prof. Feliksa Rapfa powinien mieć a przynajmniej przeczytać. Otóż Patron naszego Oddziału prof. Feliks Rapf walczył jako młody człowiek w armii austro-węgierskiej na froncie włoskim (także na innych frontach). Co więcej, napisał „Wspomnienia wojenne 1914-1920”, które zostały wydane w formie książkowej, w 2011 roku.

Aby przybliżyć treść książki posłużę się notą wydawniczą.

Wspomnienia wojenne 1914–1920

Feliks Rapf, Wspomnienia wojenne 1914–1920, wstęp i redakcja naukowa Dawid Golik. IPN Kraków, Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu, Dom Wydawniczy „Rafael”, Kraków 2011, 154 s.

Feliks Rapf był jednym z wielu polskich inteligentów, którzy w okresie I wojny światowej znaleźli się w szeregach armii austro-węgierskiej, a później walczyli o granice odzyskanej II Rzeczpospolitej. Wyróżniały go pasja wysokogórskiego turysty i zamiłowanie do fotografii. Obie te cechy wraz z lekkością pióra i bogactwem przeżyć sprawiają, że jego wspomnienia są pasjonującą i barwnie oddającą ówczesne realia lekturą. W książce znajdziemy relacje ze szkolenia wojskowego, walk na froncie rosyjskim na Lubelszczyźnie i Wołyniu, na froncie włoskim w Południowym Tyrolu – gdzie Rapf przeszedł szkolenie wysokogórskie dla oficerów, a następnie uczestniczył w obronie zamienionego w fortecę alpejskiego szczytu Monte Cimone – oraz w wojnie polsko-bolszewickiej. Opisane zostały kolejne frontowe pozycje, potyczki, kilkakrotnie odnoszone rany czy takie „przygody” jak samotna ucieczka z bolszewickiej niewoli przez bagna Puszczy Białowieskiej. W tle zaś obraz armii austro-węgierskiej i odrodzonego Wojska Polskiego. Całości dopełniają profesjonalne fotografie autora dokumentujące szczególnie front alpejski oraz ze znawstwem sporządzane mapy i plany wojskowych pozycji.


Wspomnienia kończą się na demobilizacji po wojnie polsko-bolszewickiej i rozpoczęciu pracy nauczycielskiej, do której przed wybuchem wojny Rapf się przygotowywał. Dalsze jego losy – działalność dydaktyczno-naukową, kulturalno-społeczną (Polskie Towarzystwo Tatrzańskie), udział w kampanii wrześniowej 1939 r. – poznajemy dzięki dołączonej do książki zwięzłej kronice rodzinnej, spisanej przez jego córkę, Kamilę.

***

Dla Was piszę te wspomnienia, moje dzieci. Nie myślcie jednak, że znajdziecie w tych kartkach jakieś nadzwyczajne, pełne bohaterstwa lub emocji zdarzenia, jakie czytuje się w literaturze po każdej wojnie. Nie znaczy to, żeby ich na wojnie nie było. Ale wojna – dla przeciętnego jej uczestnika – to w 99 procentach szary, jednostajny trud, umiejscowiony do bardzo szczupłego pola widzenia, ograniczony do krótkiego wiadomego dziś, a niewiadomego jutra, a w większości wypadków do niewiadomej następnej minuty, a czasem sekundy. Emocja – powszednieje, staje się nawykiem i musi zastąpić nieraz chleb, który z tej lub owej przyczyny tak często nie mógł dotrzeć do strzeleckiego rowu, a o bohaterskich wyczynach dowiadujemy się dopiero z pięknie napisanych powieści i nowel – po wojnie.

Feliks Rapf, Do moich dzieci.

 

Dostęp 06.01.2016 http://ipn.gov.pl/publikacje/ksiazki/wspomnienia-wojenne-19141920

Wspomnienie...

„Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy...” (ks. Jan Twardowski )

 

 

            Panie Boże, dziękujemy, że dałeś nam Mietka na te 59 lat. Trudno nam się pogodzić z jego odejściem, gdyż był dla nas wszystkich człowiekiem o wielkim sercu, nie tylko przewodnikiem górskim, ale też i dla wielu życiowym. I dlatego ból jest jeszcze silniejszy. A do tego jeszcze jego walka o każdy dzień, o każdą chwile.

            Wspaniale było móc go poznać, człowieka, który szanował każdego z nas, którego myśmy podziwiali, który pozostawił po sobie życie zapisane służbie i poświęceniem dla innych.

Tylko Ty Panie wiesz, dlaczego musiał odejść....Pochwyć go w swoje kochające ramiona, aby na zawsze spoczął w Tobie.

 

            Mieciu...zostawiłeś w nas pustkę, którą trudno wypełnić, zostawiłeś niezatarty ślad po swoim życiu. Być może ktoś z nas nie podziękował Ci za coś, bo nie zdążył.... Być może ktoś chciał powiedzieć dobre słowo, wyrazić radość, że był tam, gdzie bez Twojego zezwolenia by nigdy nie dotarł....Być może ktoś z nas chciał Ci powiedzieć....a nie zdążył.... Być może....

            Dziękujmy Ci za to, że byłeś z nami przez te lata, za wszelkie dobro, za niezliczone telefony, rozmowy, mejle, w sprawach tak przyziemnych jak sprawy jedzenia, spania, opieki na szlakach, czy też w sprawach Tobie, mnie czy kogoś z nas tylko znane... Ty naprawdę dużo od siebie dawałeś, dla Ciebie zawsze drugi człowiek był najważniejszy. Ty każdego słuchałeś, pocieszałeś, rozweselałeś... To doprawdy ogromny dar i charyzmat.

Każdy z nas ma marzenia i najczęściej są to oczekiwania związane z górami. Nasze przyjaźnie rodziły się i nadal rodzą na szlakach podczas wspólnych wędrówek, gadulcy czy śpiewów wieczorami. Spójrz Mieciu, ile wokół Ciebie gromadziło się zawsze ludzi. To właśnie Ty „nakręcałeś” nas na coroczne wędrowanie po wierchach tatrzańskich, bieszczadzkich, beskidzkich, ukraińskich, czy szlakiem Jakubowym...I my doskonale wiemy, że Twoja praca w przygotowanie tych wypraw była nieoceniona, wiemy i za ten trud Cię bardzo ceniliśmy i cenimy. Mieciu, czy mogłeś bez nas żyć??? Bo my nie, choć bijemy się w piersi za wszelkie „wygłupy”, narzekania, dąsy, fochy, spóźnienia i co tam jeszcze... Dla każdego z nas góry są oddechem, misterium, odpoczynkiem, wytchnieniem a można też powiedzieć.... wielką miłością życia.. To wszystko dzięki Tobie....”Wokół góry, góry, góry i całe moje życie w górach...” Każdy z nas jest Tobie wdzięczny za każdą wyprawę, za każdy dzień w górach i na nizinach.

Na każdej ścieżce człowiek pozostawia swój ślad, który odciska się w naszej pamięci, sercu czy też kliszy aparatu. To naprawdę wielka miłość, tęsknota, gdzie każdy krok jest „trudem” błogosławionym. Zawsze tego potrzebowaliśmy i potrzebujemy jak wody czy powietrza. Ten niepowtarzalny klimat, jaki stwarzają góry może zrozumieć człowiek, który chodzi i będzie chodził póki mu sił wystarczy. Ale ważne też jest, kto idzie obok, kto obdarzy nas ciepłym uśmiechem, czułym spojrzeniem, dobrym słowem... kto podzieli się z nami kromką chleba, kto użyczy wody. Ważne jest też, kto wesprze, gdy ciało odmawia sił, kto poda dłoń. Właśnie te nieodłączne elementy naszych wędrówek, spotkań, te wybuchy śmiechu, piosenki wspólnie śpiewane, te popasy wśród traw czy skał, te ściągnięte buty z obolałych nóg...te Msze Św., tam wysoko pod niebem...z ołtarzem z kamieni lub po prostu z naszych plecaków...to wszystko nas tak łączyło i nadal łączy, tak zespala, że inaczej już być nie może. I to dzięki Tobie nasz Drogi Przyjacielu.

Wiemy, że miałeś nas czasami „dość”!!! Wiemy!!! I pochylamy głowy z pokorą. Ale wiemy jednocześnie, że nigdy długo nie chowałeś urazy, zawsze umiałeś szybko zapominać co przykre. A co jasne, pogodne to się liczy we wspomnieniach...Tyle pięknych chwil razem przeżyliśmy, tyle przygód, tylu ludzi poznaliśmy, tyle miejsc i ścieżek razem przedeptaliśmy....I kiedy zaczniemy wspominać te wszystkie historie, zdarzenia, przygody...te wszystkie wspólne wyprawy...to serce się cieszy, bo warto było dla tych chwil żyć!!! I to dzięki Tobie Mieciu.

            Mieciu...jest wspólna przeszłość niezniszczalna teraz. Kiedy pójdziemy lasem, połoniną, granią, po której kroczyliśmy razem...albo zatrzymamy się na szczycie, w miejscu skąd zwykliśmy się rozglądać po wierchach, skąd nam opowiadałeś o górach marmurach...Ciebie nie będzie z nami i  nie usłyszymy „kulbaczyć”...będzie rósł w nas smutek... a wtedy poczekamy, przymkniemy oczy, odetchniemy i wsłuchamy się w Twoje kroki w naszych sercach....Ty wcale nie odszedłeś...Ty dalej idziesz z nami.

            Mieciu, nie raz w rozmowach czy w mejlach porównywałeś życie do podróży pociągiem…. Bo życie jest jak podróż pociągiem składającą się z wsiadania i wysiadania, naszpikowanym wypadkami, przyjemnymi niespodziankami oraz głębokimi smutkami. Rodząc się, wsiadamy do pociągu i znajdujemy tam osoby, z którymi myślimy, że będziemy zawsze podczas naszej podróży...naszych Rodziców. Niestety, prawda jest inna. Oni wysiadają na jakieś stacji pozbawiając nas swojej czułości, przyjaźni i niezastąpionego towarzystwa. Jednak to nie przeszkadza, by wsiadły inne osoby, które staną się dla nas bardzo szczególne. Przybywają nasi bracia, siostry, przyjaciele i cudowne miłości. Wśród osób, które jadą tym pociągiem, będą takie, które robią sobie zwykła przejażdżkę...takie, które wywołują w podróży tylko smutek....oraz takie, które krążąc po pociągu będą zawsze gotowe do pomocy potrzebującym. Wielu wysiadając pozostawi ciągłą tęsknotę... Inni przejdą tak niezauważenie, że nie zdamy sobie sprawy, że zwolnili miejsce. Ciekawe jest, że niektórzy pasażerowie, którzy są przez nas najbardziej ukochani, zajmą miejsca w wagonach najdalej oddalonych od naszego. Dlatego będziemy musieli przebyć drogę oddzielnie...bez nich... Oczywiście nic nam nie stoi na przeszkodzie, by w trakcie podróży porozglądać się, choć z trudnością po naszym wagonie i dotrzeć do nich...Ale niestety często już nie będziemy mogli usiąść przy ich boku, ponieważ miejsce to będzie już zajęte przez inną osobę.

Nieważne... ta podróż właśnie tak wygląda...pełna wyzwań, marzeń, fantazji, oczekiwań i pożegnań... ale nigdy powrotów...

Mieciu...Ty odbyłeś tą podróż w możliwie najlepszy sposób...Próbowałeś zawierać znajomości z każdym pasażerem, szukając w każdym z nich ich najlepszych cech. Mimo tego, że nieraz w jakieś chwili podróży my bełkotaliśmy...plątał nam się język...Ty próbowałeś zawsze cierpliwie nas wysłuchać i zrozumieć. Podróżowaliśmy razem, gdzie byłeś naszym przewodnikiem, gdzie stanowiliśmy jedno dzięki Twojej postawie i Twojej miłości do nas i samego podróżowania.

Wielka tajemnica na końcu polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć, na jakiej stacji wysiadamy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze, ani nawet ten, który zajmuje miejsce przy naszym boku. Zastanawiamy się, czy kiedy wysiadałeś z pociągu poczułeś nostalgię... wierzymy, że tak. Oddzieliłeś się od przyjaciół, z którymi odbywałeś podróż... Pozwoliłeś, byśmy zostali sami... Ale chwytamy się nadziei, że kiedyś przybędziesz na stację główną i zobaczysz jak przybywamy i my z bagażem, którego nie posiadaliśmy przy wsiadaniu czy zanim Ciebie nie poznaliśmy. Uszczęśliwi Cię myśl, że współpracowałeś przy tym, by nasz bagaż rósł i stawał się bardziej wartościowy. Nasz Przyjacielu, sprawiłeś, że nasz pobyt w tym pociągu był spokojny i wart starań. Ty uczyniłeś wszystko, by gdy nadeszła chwila wysiadania, na swoim pustym miejscu pozostała tęsknota i miłe wspomnienia dla nas, którzy kontynuują podróż....

            Mieciu, dziś brak słów, aby za wszystko podziękować, lecz czynimy to w modlitwie do Boga za Ciebie, abyś tam w Domu Ojca mógł pielgrzymować, zdobywać „niebiańskie” szczyty w pełni szczęścia i miłości....może zdobędziesz wymarzony Pietros, Przełęcz pod Chłopkiem...szczyty w Himalajach czy Andach??? Bo przecież Pan nasz Jezus Chrystus obiecał, że...”Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” ( 1 Kor 2,9 ). Więc skoro u nas są tak piękne, majestatyczne góry, to cóż dopiero tam? Niech Ci towarzyszą nasze modlitwy wdzięczności za to, że byłeś, za to co robiłeś tu na ziemi i za zapał, który wyrazić najlepiej umiemy słowami....”tak nas ciągnie do gór, jak anioły do chmur...”

            Mieciu, mamy nadzieję, że teraz stojąc przed Panem mogłeś powiedzieć za Św. Pawłem...”W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” ( 2 Tm 4,7 )

 

                                                                                                               Natalia Feliczak

Droga Krzyżowa na Tarnicę 3.04.2015 r.

Kiedy spotkasz Krzyż na drodze

Nigdy nie mów – ciężko mi,

Lepiej powiedz – Jezu pomóż mi.

 

 

Stacja I  „Pan Jezus na śmieć skazany”

 

       Syr. 2, 1-5  „Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu,

                            przygotuj swą duszę na doświadczenie!

                           Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy,

                          a nie trać równowagi w czasie utrapienia!

                          Przylgnij do Niego, a nie odstępuj,

                         abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim.

                         Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie,

                         a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!

                         Bo w ogniu doświadcza się złoto,

                        a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia!”

Droga Krzyżowa na Tarnicę 18.04.2014 r.

Nie ma miast, wiosek, by nie odbywały się nabożeństwa Drogi Krzyżowej. Coraz częściej Droga ta prowadzi ulicami miast, w sanktuariach specjalnymi „dróżkami” a także w górach. I właśnie my, którzy czujemy się ludźmi gór, tęsknimy za tym, by jak co roku odbyć pielgrzymkę na Tarnicę, rozważając stacje Drogi Krzyżowej. Cóż nas tam tak pociąga? Nastrój, klimat górski, magia otoczenia, trud a może jakaś siła, która przyciąga tak mocno, że nie można się oderwać? Bo przecież można odprawić Drogę Krzyżową w kościele, na ulicy miasta, więc dlaczego tam pojechałaś…pojechałeś…??? Dlaczego tu, przyjacielu jeden i dziesiąty szliście gęsiego tworząc obraz wijącej się w górę barwnej wstęgi? Być może potrzebowałeś skupienia, być może potrzebowałeś jakiejkolwiek góry, tak jak Góra Oliwna, by się z nią solidaryzować. I jeszcze te rozważania przygotowane wg Św. Katarzyny Emmerich, pozwoliły na odmianę twego serca, na pogłębienie wiary w Jezusa Chrystusa, na spojrzenie wewnątrz siebie, jakim jestem człowiekiem.

Już świtało. Tarnobrzeg, Sandomierz, Stalowa Wola, Rzeszów i na pewno też Poznań i Śrem… jeszcze spały, schodziliśmy się, by razem w gronie wielkiej, naszej górskiej rodzinie wyruszyć na szlak do „sanktuarium pod niebem”. I piękny dzień dał nam Pan. Słońce towarzyszyło nam przez cały czas. A kiedy stanęliśmy na szczycie w słońcu i wietrze, wpatrzeni w dal wiedzieliśmy, że stoimy w obliczu Boga, człowieka i świata. Dla nas to była Góra Golgota, góra, która prowadzi ze śmierci do życia. Tutaj dotknęliśmy „Sakrum”. Kiedy Jezus zawołał „Eli, Eli” zadrżały nawet najwyższe góry, ziemia się zatrzęsła, a wraz z nią, teraz, podczas tej modlitwy skruszyło się moje i być może Twoje serce bracie, siostro…